Wiatraki szukają drogi

Magdalena Graniszewska

Czy wiatraki stojące dalej od domów i będące własnością społeczności lokalnej byłyby milej widziane? Branża szuka odpowiedzi.

Czy 5,6 tys. MW mocy zainstalowanej w polskich elektrowniach wiatrowych to dużo, czy mało? Polscy eksperci są podzieleni, z Danii dopingują do rozwoju, a prawnik z Brukseli zachęca inwestorów do walki o odszkodowania. O przyszłości farm wiatrowych eksperci dyskutowali w trakcie tegorocznego forum ekonomicznego w Krynicy.

Niech wiatrak stoi dalej

— Jak na nasze uwarunkowania oraz możliwości operatora sieci elektroenergetycznej 5,6 GW to dużo. Choć, oczywiście, dużo mniej niż np. w Hiszpanii — stwierdził Maciej Stryjecki, prezes Fundacji na rzecz Energetyki Zrównoważonej. Przypomniał, że już w 2013 r. prognozował potencjał rozwoju dla wiatraków w Polsce na 7 GW, podczas gdy inni przewidywali kilkanaście gigawatów.

— Zwracałem uwagę przede wszystkim na możliwe konflikty społeczne — powiedział Maciej Stryjecki. Farmy wiatrowe faktycznie budzą społeczne emocje, choć trudno mówić o jednorodnej postawie mieszkańców — sąsiadów. Głośne są zarówno protesty przeciwko hałasowi i zaburzaniu krajobrazu przez wiatraki, jak i wyrazy poparcia dla inwestorów, których podatki stanowią o sile gminnego budżetu. To protestującym sprzyjają jednak wprowadzone niedawno przez rząd ograniczenia legislacyjne, m.in. ustawa odległościowa, mocno utrudniające rozwój wiatraków w Polsce. Maciej Stryjecki przekonywał jednocześnie, że w Niemczech, Portugalii czy Hiszpanii wiatraki buduje się mądrzej niż u nas, czyli raczej na terenach otwartych, leśnych, górskich. W Polsce — często w bezpośrednim sąsiedztwie domów. — Wiele razy wskazywaliśmy, że choć normy hałasu są przestrzegane, to ze względów społecznych warto by odsunąćwiatraki dalej — zaznaczył Maciej Stryjecki.

Gmina straci atuty

Janusz Piechocki, burmistrz gminy Margonin, jest wiatrakowym entuzjastą. W Margoninie stoi największa farma wiatrowa w Polsce, na 60 turbin, należąca do portugalskiej firmy EDP Renewables.

— Nikt z nami zmian w prawie nie konsultował, a mamy już kilka lat doświadczenia z tą farmą — powiedział Janusz Piechocki. Burmistrz policzył, że dzięki wiatrakom do kasy gminy wpływa 5,2 mln zł rocznie, co przy budżecie wartym 30 mln zł ma duże znaczenie. A do tego dochodzą pieniądze, które farma płaci właścicielom gruntów, na których wiatraki pracują (nie ma wśród nich burmistrza).

— Farma pozwala napędzać rozwój gminy, bo dostęp do prądu zachęca innych inwestorów do stawiania fabryk właśnie u nas — podkreślił Janusz Piechocki. Protestów w Margoninie ponoć prawie nie było, a turyści przyjeżdżają oglądać największą farmę w Polsce. Przyszłość farmy wygląda jednak niejasno, ze względu na nowe prawo.

— Według nowej ustawy wiatraki stoją zbyt blisko zabudowań. To oznacza, że kiedy przyjdzie czas na wymianę turbiny lub modernizację farmy, nie będzie tego można zrobić — żalił się Janusz Piechocki.

A może spółdzielnia?

Mimo sceptycznej postawy wobec wiatraków Maciej Stryjecki rekomendował walkę o zmianę niekorzystnych zapisów w ustawie, przynajmniej niektórych. —

Nie widzę przeciwwskazań, by wiatraki stały np. blisko lasów lub obszarów chronionych — stwierdził Maciej Stryjecki.

Uczestniczący w dyskusji Philippe Vlaemminck, prawnik z brukselskiej kancelarii Pharumlegal, poszedł z rekomendacjaminawet dalej — zalecał walkę o odszkodowania.

— Uważam, że nowe prawo dotyczące farm wiatrowych narusza przepisy europejskie. W tej sytuacji warto pisać do Komisji Europejskiej skargi, bo wtedy Bruksela zrozumie, że sprawa budzi zainteresowanie i warto się z nią zapoznać. A to otwiera w przyszłości drogę do odszkodowań — argumentował Philippe Vlaemminck. Inną rekomendację, która może pomóc w rozwoju branży wiatrowej, ma Marcin Fronia, dyrektor Norden Centrum, firmy analizującej rynki energetyczne w krajach skandynawskich i bałtyckich.

— Danii udało się silnie rozwinąć biznes wiatrowy, ponieważ postawiła na rozwój spółdzielni energetycznych. Włączyła interesariuszy we współwłasność w farmach i dziś ma 100 tys. rodzin, liczących po kilka osób, zaangażowanych w biznes wiatrowy. To przełożyło się na skok poparcia społecznego dla wiatraków — tłumaczy Marcin Fronia. © Ⓟ

 

© Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partner główny

Lotos

Partnerzy serwisu

Philips

Wideo